Bycie nauczycielem w Polsce coraz częściej przypomina balansowanie na linie – bez siatki bezpieczeństwa i bez widowni, która zauważa, jak trudno utrzymać równowagę. Z jednej strony ogromne poczucie misji i pasja, z drugiej – przeciążenie, stres i brak uznania. Raport TALIS 2024 nie pozostawia złudzeń: mamy starzejącą się kadrę, mało młodych nauczycieli i rosnące poczucie frustracji w zawodzie, który powinien być filarem społeczeństwa, a stał się jego ofiarą.

Średni wiek polskiego nauczyciela to 48 lat – to więcej niż średnia unijna. Młodych w zawodzie niemal nie ma: jedynie 4% nauczycieli ma mniej niż 30 lat. Co trzeci, który odszedł z zawodu w ostatnich latach, miał mniej niż pięć lat stażu. To nie tylko statystyka. To realny sygnał, że ludzie, którzy mają wychowywać i wspierać młode pokolenia, sami tego wsparcia potrzebują.

Nauczyciele w Polsce wciąż uczą z entuzjazmem. Aż 99% deklaruje, że lubi swój przedmiot, a 93% – że robi to z pasją. To imponujące. Ale entuzjazm nie wystarcza, gdy system nie daje przestrzeni na oddech.

Z danych TALIS wynika, że 38% nauczycieli odczuwa stres w pracy w dużym lub bardzo dużym stopniu, a 30% uważa, że ich praca negatywnie wpływa na zdrowie psychiczne. Blisko dwie trzecie (63%) ma problem z zachowaniem równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. W praktyce oznacza to wieczory spędzane na sprawdzaniu zeszytów, pisaniu sprawozdań i odpisywaniu na wiadomości rodziców. Za tymi liczbami stoją ludzie, którzy codziennie mierzą się z emocjonalnym ciężarem pracy, jakiego nikt poza nimi nie rozumie.

Największe źródła stresu? Nie uczniowie, jak mogłoby się wydawać. To przede wszystkim odpowiedzialność za wyniki i emocjonalny dobrostan uczniów (46% i 42%), reagowanie na presję ze strony rodziców (44%), biurokracja (44%) i utrzymywanie dyscypliny w klasie (37%). Nauczyciel to dziś nie tylko edukator. To mediator i psycholog – często bez wsparcia i z coraz mniejszym poczuciem wpływu.

Zaledwie 15% nauczycieli uważa, że decydenci liczą się z ich głosem, a tylko 9% – że mają realny wpływ na politykę edukacyjną. W świecie, gdzie każdy ma opinię o szkole, głos tych, którzy faktycznie ją tworzą, pozostaje najcichszy. To rodzi frustrację i poczucie marginalizacji.

Na tle innych krajów wypadamy dramatycznie słabo pod względem prestiżu zawodu. Jedynie 10% nauczycieli czuje, że ich praca jest ceniona w społeczeństwie, a 9% – że doceniają ją media. Dla porównania: w krajach, w których edukacja jest priorytetem, odsetki te są często dwukrotnie wyższe. A przecież to właśnie oni – nauczyciele – kształtują społeczeństwo, które później rozlicza ich z efektów pracy, nie oferując im narzędzi do przetrwania.

Mimo to, nauczyciele nie rezygnują. 84% z nich doskonali się w pracy z uczniami ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, a 75% – w indywidualizacji nauczania. To pokazuje jedno: ta grupa nie stoi w miejscu. Problem w tym, że idzie naprzód sama – bez systemowego wsparcia.

„Misja i radość z nauczania pozostają cennym zasobem, ale nie mogą być jedynym fundamentem zawodu” – przypomina Instytut Badań Edukacyjnych. I trudno się z tym nie zgodzić. Bo żadne powołanie nie wystarczy, gdy system regularnie podcina skrzydła.

Polscy nauczyciele nie potrzebują kolejnych haseł o „prestiżu zawodu” czy jednorazowych podwyżek. Potrzebują wsparcia psychologicznego, mniejszej biurokracji, ścieżek rozwoju i realnego dialogu. Potrzebują, by ktoś wreszcie potraktował ich jak ekspertów, a nie pionki w biurokratycznej machinie.

To właśnie z tej potrzeby zrodziła się inicjatywa „Szkoła z Głową 2” – kontynuacja projektu Organizacji Edu 2.0, który skupia się nie tylko na zdrowiu psychicznym uczniów, ale i na dobrostanie nauczycieli. To druga odsłona programu, który w pierwszej edycji dotarł do tysięcy uczniów w całej Polsce – teraz jednak kieruje reflektor na tych, którzy stoją po drugiej stronie biurka. Bo nie da się zbudować zdrowej szkoły bez zdrowych dorosłych. Program oferuje przestrzeń do rozmowy o emocjach, stresie, wypaleniu i realnym wsparciu w codziennej pracy pedagogicznej. To próba przywrócenia równowagi – pokazania, że nauczyciel też ma prawo dbać o siebie, odpoczywać i prosić o pomoc.

Nie da się mówić o jakości edukacji bez jakości życia tych, którzy ją tworzą. Jeśli nauczyciel jest przemęczony, zestresowany i wypalony, to nic nie odwróci skutków tego kryzysu.

To nie jest problem jednej szkoły czy jednego rządu. To systemowy kryzys, a rządzący wciąż udają, że nie istnieje – jakby ignoracja mogła go rozwiązać.

Polska edukacja potrzebuje zmiany, która zaczyna się od prostego pytania: kto ma nauczać, jeśli nauczyciele odchodzą?

Powinniśmy zadać to pytanie głośno – zanim zabraknie tych, którzy jeszcze chcą uczyć.

/Natalia Pijet